Mawia się podobno, że żyleta, jeśli coś jest super. Zatem jakość jak ość, ostre wyjście z progu i róg obfitości.
Na śląsku panuje zwyczaj, że dzieci rozpoczynające swoją edukację szkolna otrzymują TYTĘ. Tytaniczny róg obfitości wypełniony po brzegi słodkościami. Wyjście z offowych czeluści to w końcu debiut na Designer Avenue. Należało zatem świętować całą kolekcją! Nie czekając na tytę, po prostu stworzyć ją sobie samemu. I tak zrobił Maldoror. Co więcej, sprawił, że każdy oglądający otrzymał wymarzony prezent od Łódzkiego Tygodnia Mody w postaci perfekcyjnej, konsekwentnej kolekcji, okraszonej genialną choreografią i stylizacjami.
Kto choć raz był na polskim Fashion Weeku, wie, że panuje tam iście festivalowa atmosfera. Natomiast kto choć raz był na festivalu, wie, że każdy prestiżowy festival winien mieć porywającego headlinera. Tym razem, Łódź miała Maldorora. Projektant, ku uciesze publiki bez kontrowersyjnego supportu 'mamy Madzi' pokazał, że jest jedynym na Designer Avenue, o którym nie można powiedzieć ZA WYSOKIE PROGI. Po ubiegłorocznej prezentacji, mimowolnie (lub w sumie całkowicie wolnie) stałam się jego biggest fan ever. Na sobotni pokaz zatem, wyczekiwałam niecierpliwie już od kilku tygodni. Mojego entuzjazmu nie podzielały jednak niektóre pseudocelebrities we front row. Dziwne, bo wydawało mi się, że ciemność na sali, którą zafundował nam Maldoror w pierwszych chwilach pokazu powinna korespondować wyśmienicie ze stanem umysłu tychże osób. Ja natomiast miałam wygodne miejsce na front floor skąd każda sylwetka była jeszcze bliższa nie tylko mojemu sercu, lecz również oczom! Jako pierwszy pojawił się zarys dobrze zbudowanej sylwetki. Półnagiej męskiej dobrze zbudowanej sylwetki. Srebrne szorty, uprząż i tatuaże. Wyławianie z ciemności torsu modela za pomocą flesza sprawiało mi niemałą frajdę. Oto rezultat:

Gdy widoczność osiągnęła już wysoce przyzwoity poziom i wychwytywanie każdej następnej sylwetki nie budziło pozornego chaosu, nastał czas na dogłębniejsze obserwacje. Czernie, szarości, przezroczystości, srebrny przepych i holograficzny dobrobyt. Uprzęże i lustrzane skóry, które mogliśmy zobaczyć już w ubiegłej kolekcji (lustrzanoskóre plecaki) świetnie dopełniały stylizacje. Kolekcja utrzymana w imprezo-sportowym szyku, konsekwentnie inspirowana Berlinem. Nie można oczywiście zapomnieć o muzyce, która niemal sprawiła, że mój front floor zamienił się w dance floor.










Po pokazie, Maldoror otrzymał pięknie wystylizowane chryzantemy, które dodawały mu uroku przy zmaganiach z dziennikarzami w press roomie :-)

Dzięki takim projektantom, moja nadzieja, że jest jeszcze szansa dla polskiej mody, wciąż wzrasta, WIĘC CHILL(i)!

Jeśli chcecie być na bieżąco z Maldororem to koniecznie nawiedzajcie jego FAN PAGE
Muzyka z pokazu do posłuchania O TUTAJ
P.S. Byłoby wręcz niestosownym, gdybym nie skwitowała tego jednym prostym zdaniem: SOWICIE JAK PIES!






































